|
|
Stefan Kosiewski: Kanalizacja Praca w niemczech-jaki kupić internet
Praca przy rozkładaniu towaru Niemcy
praca może mnie skontrolować na L4
praca przy monitorze ekranowym prezentacja
Praca nad morzem jako kelnerka na Helu
Praca przy gerberach na czym polega Forum
Praca w Holandii jak rozliczyć podatek i gdzie
|
|
Stefan Kosiewski: Kanalizacja
Witam serdecznie!
Poszukuję pracy jako nauczyciel polonista, stażysta w Łodzi, Piotrkowie Tryb lub okolicach.
Pracowałam jako dziennikarz i redaktor, mogę więc prowadzić koła zainteresowań - literackie i dziennikarskie. Prowadzę portal księgarski, mogę organizować spotkania z pisarzami i uczestniczyć z uczniami w spotkaniach literackich. Przede wszystkim zaś kocham uczyć i bardzo chciałabym pracować w szkole choćby na pół etatu.
Zainteresowanym pracodawcom prześlę CV i list motywacyjny.
Pozdrawiam serdecznie
Magda
magda_z1982@o2.pl
Witam,
posiadam tytuł licencjat z filologii angielskiej, mgr ze stosunków międzynarodowych (obecnie 5 rok socjologii). Uprawnienia do nauczania w szkole podstawowej i gimnazjum. Doświadczenie w pracy jako lektor w przedszkolu, w indywidualnych lekcjach. Podejmę pracę jako nauczyciel angielskiego w szkole podstawowej, gimnazjum (przedszkolu) w miastach jak w temacie i okolicach. Interesuje mnie część etatu, najlepiej pół, aby rozpocząć staż (ze względu na ostatni rok studiów).
Mail do kontaktu: angielski.ab@gmail.com
Serdecznie pozdrawiam
Studentka 1 roku studiów mgr z Kosmetologii Łódź szuka pracy na pół etatu bądź podejmie staż.
604197979
[ Dodano: Nie Sty 25, 2009 5:34 pm ]
Zbliża się maturka i trzebaby uczelnie wybrać jakąś albo szkołę. Kierunek ogólny - informatyka, ale specjalizacji 500. Troszeczkę się pogubiłem już w uczelniach na które chcę startować, szczególnie jak czytam w informatorach, że zajęcia z danego kierunku obejmują matematykę dyskretną, równania różniczkowe, teoria przewodników i inne nic nie mówiące mi pojęcia.
Kujonem nie jestem przyznam więc szukam raczej czegoś w rodzaju zachaczenia, a nie robienia super kariery. Poprostu potrzebuję zawodu który da mi przysłowiowy chleb, ale z drugiej strony nie mam zamiaru ledwo ciągnąć końca z końcem
Ogólnie rzecz biorąc szukam jakiejś szkoły/uczelni dziennej, bez kolosalnych opłat (za naukę oczywiście ), w trójkącie miast Warszawa - Łódź - Radom. Wstępnie myślałem o Politechnikach i Uniwerkach w tych miastach
Kierunki są 2: techniczny i programistyczny.
1) Szczerze przyznam że chciałbym być kimś w stylu speca od sprzętu, bo to bardziej mi się widzi jako zawód, siedzenie w kartach, prockach, kablach itp. niż przed monitorkiem 12h dziennie. Nie wiem jakie są możliwości w tym kierunku oraz zarobki w stosunku do pracy.
2) Tu mi się bardziej podoba, bo podobno programiści sporo zarabiają i można utrzymać się spokojnie pracując np. na pół etatu. Poza tym (co dla mnie bardzo ważne) można zabierać pracę do domu, albo wykonywać przez Internet przez co praktycznie nie idzie się codziennie do pracodawcy. Jedyny minus to oczy, podobno wysiadają w niesamowicie szybkim tempie, a tego chciałbym uniknąć. Możliwości są duże - od grafiki komputerowej do pisania czysto typowych aplikacji.
Reasumując poradźcie, co będzie miało popyt za parę lat, na czym dobrze się utrzymać, mam nadzieję że łatwiej będzie mi podjać decyzję. Pozdrawiam
3 x mniej za tę samą pracę - niewolnicy MPK
Małgorzata Kozerawska, Łódź
2007-02-19, ostatnia aktualizacja 2007-02-18 19:53
Związek zawodowy dogadał się z MPK w Łodzi, jak ratować firmę i oszczędzić na nadgodzinach dla kierowców. Inspekcja pracy szykuje przeciw niemu 1,7 tys. pozwów
- To patologia - mówi Jerzy Iwaszkiewicz, rzecznik PIP w Łodzi. - To największa w regionie akcja przeciw łamaniu praw pracowniczych.
Zaczęło się w 2004 r. MPK tonął w długach. Nieruchomości były zastawione, niespłacono 150 autobusów. Nowy prezes Krzysztof Wąsowicz szukał oszczędności. Między innymi na wysoko płatnych nadgodzinach. Dogadał się ze Związkiem Zawodowym Kierowców i Motorniczych Komunikacji Miejskiej i ten uruchomił tzw. spółdzielnię działającą jak agencja pracy tymczasowej. Typowa agencja pracy tymczasowej rekrutuje np. bezrobotnych z pośredniaka albo osoby przychodzące z ulicy i wysyła do różnych firm. A spółdzielnia założona na terenie MPK zatrudniła etatowych pracowników MPK na umowach-zleceniach i wynajmuje ich MPK.
Sprawę ujawnił przewdoniczący drugiego związku w MPK - "Solidarności". - W dzień kierowca jeździ dla miejskiego przewoźnika, a po pracy zmienia tabliczkę z numerem służbowym za szybą i jest już pracownikiem spółdzielni. Człowiek zamiast odpocząć, zasuwa za kółkiem za marne grosze - mówi Krzysztof Frątczak, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej "S" MPK.
MPK płaci średnio za godzinę 18,5 zł brutto. Związek w ramach przetargu w MPK zaproponował 15 zł. I pobiera od tego 3 zł za pośrednictwo. Pracownik spółdzielni dostaje na rękę 8,5 zł za godzinę. Za nadgodziny w ramach etatu dostawałby dwa i pół razy więcej.
- Rocznie na nadgodzinach oszczędzamy 1,8 mln zł - przyznaje Bogusław Makowski z biura prasowego MPK. - Ale kierowcy są zadowoleni. Młodsi wręcz proszą, żeby się tam dostać. Po likwidacji nadgodzin to dla nich jedyna szansa na większe pieniądze. Spośród 1350 kierowców i motorniczych MPK ponad tysiąc podpisało umowy ze spółdzielnią.
"Gazeta": Czy dorabianie po godzinach nie ogranicza ustawowego czasu na odpoczynek i jaki to ma wpływ na bezpieczeństwo pasażerów?
Marcin Małek, specjalista ds. informacji w MPK: - Kierowcy pracują w spółdzielni w czasie wolnym albo podczas urlopu. A jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to wypadków mamy mniej.
Czy etatowi pracownicy MPK są rzeczywiście zadowoleni z dorabiania w spółdzielni? Mimo wielokrotnie ponawianych prób żaden kierowca ze spółdzielni nie chciał o tym rozmawiać. - Ludzie boją się stracić pracę - twierdzi przewodniczący Frątczak. - Wiem, że były naciski i próby zastraszania. A ja jestem uważany przez kolegów za wariata i odszczepieńca.
Kierowca MPK, nie pracuje w spółdzielni: - Namawiali, ale odmówiłem, bo to wykorzystywanie ludzi i omijanie prawa. Inni koledzy nie mieli odwagi powiedzieć "nie". Tracę za nadgodziny kilkaset złotych miesięcznie.
Motorniczy MPK, nie pracuje w spółdzielni, też tylko anonimowo: - Naciskali, żebym się zapisał. Straszyli zmianą pracy na gorszą linię. Na szczęście kierownik nie naciskał.
Frątczak: - Ten sam człowiek w tym samym ubraniu roboczym i na tym samym sprzęcie wykonuje tę samą pracę, ale dla innego podmiotu i za mniejsze pieniądze. Przecież to obchodzenie kodeksu pracy!
Przez dwa lata przewodniczący zgromadził grubą teczkę pism do różnych urzędów i instytucji. Prezydent Łodzi nie odpowiedział (MPK jest spółką gminy). Rzecznik praw obywatelskich uznał, że to nie należy do jego kompetencji. Zareagował główny inspektor pracy. Na jego wniosek przeprowadzono dwie kontrole. W wyniku ostatniej inspektorzy postanowili wystąpić z 1,7 tys. pozwów. - Z powodu dorabiania w spółdzielni pracownicy pracowali dodatkowo od 20 do prawie 100 godzin w miesiącu i mieli za mało czasu na odpoczynek. I choć twierdzili, że są zadowoleni, uważamy, że związek mijał się z prawem i zatrudniał na umowach-zleceniach zamiast na umowach o pracę - wyjaśnia inspektor nadzorujący postępowanie. - Mamy też imienne oświadczenia 47 osób, że były zmuszane do pracy w ramach umów-zleceń.
Co jeszcze stracili pracownicy MPK w spółdzielni? Na umowach-zleceniach pracownicy: • nie mają norm czasu pracy • nie mają gwarancji minimalnego wynagrodzenia • nie mają prawa do płatnego urlopu • prawo do płatnego zwolnienia uzyskują dopiero po sześciu miesiącach • nie zalicza im się stażu pracy.
Jeśli sąd uzna, że pracownicy spółdzielni zostali pokrzywdzeni, trzeba im będzie wypłacić pieniądze za nadgodziny za trzy lata wstecz i wyrównać składki ZUS
MPK Łódź. I wszystko jasne. Czy ta spółka nie może wybić się czymś pozytywnym? Bo na razie zaskakuje negatywnie. Ciekawe co będzie jak rzeczywiście trzeba będzie zapłacić za 3 lata wstecz...
Praca nawet po pracy
Małgorzata Kozerawska, Łódź2007-02-19, ostatnia aktualizacja 2007-02-18 19:53
Związek zawodowy dogadał się z MPK w Łodzi, jak ratować firmę i oszczędzić na nadgodzinach dla kierowców. Inspekcja pracy szykuje przeciw niemu 1,7 tys. pozwów
- To patologia - mówi Jerzy Iwaszkiewicz, rzecznik PIP w Łodzi. - To największa w regionie akcja przeciw łamaniu praw pracowniczych.
Zaczęło się w 2004 r. MPK tonął w długach. Nieruchomości były zastawione, niespłacono 150 autobusów. Nowy prezes Krzysztof Wąsowicz szukał oszczędności. Między innymi na wysoko płatnych nadgodzinach. Dogadał się ze Związkiem Zawodowym Kierowców i Motorniczych Komunikacji Miejskiej i ten uruchomił tzw. spółdzielnię działającą jak agencja pracy tymczasowej. Typowa agencja pracy tymczasowej rekrutuje np. bezrobotnych z pośredniaka albo osoby przychodzące z ulicy i wysyła do różnych firm. A spółdzielnia założona na terenie MPK zatrudniła etatowych pracowników MPK na umowach-zleceniach i wynajmuje ich MPK.
Sprawę ujawnił przewdoniczący drugiego związku w MPK - "Solidarności". - W dzień kierowca jeździ dla miejskiego przewoźnika, a po pracy zmienia tabliczkę z numerem służbowym za szybą i jest już pracownikiem spółdzielni. Człowiek zamiast odpocząć, zasuwa za kółkiem za marne grosze - mówi Krzysztof Frątczak, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej "S" MPK.
MPK płaci średnio za godzinę 18,5 zł brutto. Związek w ramach przetargu w MPK zaproponował 15 zł. I pobiera od tego 3 zł za pośrednictwo. Pracownik spółdzielni dostaje na rękę 8,5 zł za godzinę. Za nadgodziny w ramach etatu dostawałby dwa i pół razy więcej.
- Rocznie na nadgodzinach oszczędzamy 1,8 mln zł - przyznaje Bogusław Makowski z biura prasowego MPK. - Ale kierowcy są zadowoleni. Młodsi wręcz proszą, żeby się tam dostać. Po likwidacji nadgodzin to dla nich jedyna szansa na większe pieniądze. Spośród 1350 kierowców i motorniczych MPK ponad tysiąc podpisało umowy ze spółdzielnią.
"Gazeta": Czy dorabianie po godzinach nie ogranicza ustawowego czasu na odpoczynek i jaki to ma wpływ na bezpieczeństwo pasażerów?
Marcin Małek, specjalista ds. informacji w MPK: - Kierowcy pracują w spółdzielni w czasie wolnym albo podczas urlopu. A jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to wypadków mamy mniej.
Czy etatowi pracownicy MPK są rzeczywiście zadowoleni z dorabiania w spółdzielni? Mimo wielokrotnie ponawianych prób żaden kierowca ze spółdzielni nie chciał o tym rozmawiać. - Ludzie boją się stracić pracę - twierdzi przewodniczący Frątczak. - Wiem, że były naciski i próby zastraszania. A ja jestem uważany przez kolegów za wariata i odszczepieńca.
Kierowca MPK, nie pracuje w spółdzielni: - Namawiali, ale odmówiłem, bo to wykorzystywanie ludzi i omijanie prawa. Inni koledzy nie mieli odwagi powiedzieć "nie". Tracę za nadgodziny kilkaset złotych miesięcznie.
Motorniczy MPK, nie pracuje w spółdzielni, też tylko anonimowo: - Naciskali, żebym się zapisał. Straszyli zmianą pracy na gorszą linię. Na szczęście kierownik nie naciskał.
Frątczak: - Ten sam człowiek w tym samym ubraniu roboczym i na tym samym sprzęcie wykonuje tę samą pracę, ale dla innego podmiotu i za mniejsze pieniądze. Przecież to obchodzenie kodeksu pracy!
Przez dwa lata przewodniczący zgromadził grubą teczkę pism do różnych urzędów i instytucji. Prezydent Łodzi nie odpowiedział (MPK jest spółką gminy). Rzecznik praw obywatelskich uznał, że to nie należy do jego kompetencji. Zareagował główny inspektor pracy. Na jego wniosek przeprowadzono dwie kontrole. W wyniku ostatniej inspektorzy postanowili wystąpić z 1,7 tys. pozwów. - Z powodu dorabiania w spółdzielni pracownicy pracowali dodatkowo od 20 do prawie 100 godzin w miesiącu i mieli za mało czasu na odpoczynek. I choć twierdzili, że są zadowoleni, uważamy, że związek mijał się z prawem i zatrudniał na umowach-zleceniach zamiast na umowach o pracę - wyjaśnia inspektor nadzorujący postępowanie. - Mamy też imienne oświadczenia 47 osób, że były zmuszane do pracy w ramach umów-zleceń.
Co jeszcze stracili pracownicy MPK w spółdzielni? Na umowach-zleceniach pracownicy: • nie mają norm czasu pracy • nie mają gwarancji minimalnego wynagrodzenia • nie mają prawa do płatnego urlopu • prawo do płatnego zwolnienia uzyskują dopiero po sześciu miesiącach • nie zalicza im się stażu pracy.
Jeśli sąd uzna, że pracownicy spółdzielni zostali pokrzywdzeni, trzeba im będzie wypłacić pieniądze za nadgodziny za trzy lata wstecz i wyrównać składki ZUS.
|
|